Oskarżyciel
Oskarżyciel
Zgrzeszyłem. I natychmiast, pośpiesznie, szatan wleciał
Przed oblicze Boga Najwyższego,
I złożył oskarżenie mnie obciążające:
“Ten oto człowiek, ta rzecz z gliny i gnoju,
Zgrzeszyła. To prawda, że nosi Twe Imię,
Ale żądam śmierci, gdyż sam powiedziałeś,
Że dusza, która zgrzeszy, na śmierć jest skazana.
Czyż wyroki Twoje są pustych słów brzmieniem?
Czyżby sprawiedliwość na zawsze śmiercią jest złożona?
Wyrzuć więc grzesznika w szpony potępienia.
Czyż Władca Sprawiedliwy postąpi inaczej?”
I tak oskarżał on mnie dniem i nocą,
I każde jego słowo, Boże, było prawdą!
Wtem powstał szybko Ten, co siedział po prawicy Boga,
Chwała Jego aniołom wzrok skrywać kazała,
I rzekł: “Każda jota i litera Prawa
Musi być spełniona: kto grzeszy umiera!
Lecz oto jego wina na mnie się znalazła,
To ja zapłaciłem należną mu karę!
- Oto moje ręce, mój bok, moje stopy! Był dzień
Gdy za niego stałem się grzechem i zmarłem
- Dziś przed Twoim tronem stać może bez winy!”
I szatan odszedł. Nadto dobrze wiedział,
Że nie wygra w obliczu tak wielkiej miłości,
Każde słowo Pana umiłowanego
Prawdą było!




