"Czystą i nieskalaną pobożnością przed Bogiem i Ojcem jest to: nieść pomoc sierotom i wdowom w ich niedoli i zachowywać siebie nie splamionym przez świat."
Jak. 1:27

Rzeczywista liczba gości online:      


PopUp MP3 Player (New Window)

Radio Pielgrzym - www.radio.pielgrzym.pl

Ostatnie komentarze
Home RSS - nagłówki wiadomości i nowości stron bliskich Myśl teologiczna Berta Clendennena

Myśl teologiczna Berta Clendennena

Myśl teologiczna Berta Clendennena


  • A2 - luźne rozważania na temat współczesnego chrześcijaństwa
    „Piszę wam, ojcowie, gdyż znacie tego, który jest od początku. Piszę wam, młodzieńcy, gdyż zwyciężyliście złego. Napisałem wam, dzieci, gdyż znacie Ojca. Napisałem wam, ojcowie, gdyż znacie tego, który jest od początku. Napisałem wam, młodzieńcy, gdyż jesteście mocni i Słowo Boże mieszka w was, i zwyciężyliście złego. Nie miłujcie świata ani tych rzeczy, które są na świecie. Jeśli kto miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca. Bo wszystko, co jest na świecie, pożądliwość ciała i pożądliwość oczu, i pycha życia, nie jest z Ojca, ale ze świata. I świat przemija wraz z pożądliwością swoją; ale kto pełni wolę Bożą, trwa na wieki.  Dzieci, ostatnia to już godzina. A słyszeliście, że ma przyjść antychryst, lecz oto już teraz wielu antychrystów powstało. Stąd poznajemy, że to już ostatnia godzina. Wyszli spośród nas, lecz nie byli z nas. Gdyby bowiem byli z nas, byliby pozostali z nami. Lecz miało się okazać, że nie wszyscy są z nas”. 1 List Jana 2:13-19
    Nie możesz uzyskać Bożych rezultatów przez samo cytowanie Biblii to zabłądzenie tak zwanych ludzi wiary. Duch Święty musi natchnąć słowo i ożywić je, zanim będziecie mogli mieć jakiekolwiek rezultaty. Żywy, niebiański człowiek nie jest zbudowany z samych słów, chociaż są to słowa wzięte z Biblii. Można wyliczyć z sześć rodzajów kościołów, z których każdy stoi, jak twierdzą, na Słowie Bożym, a nie ma w nich życia. Bogu chodzi o żywego, niebiańskiego człowieka Bożego, a taki może powstać, jeżeli Duch będzie działał przez Słowo.

    Głoś słowo Boże, jak napisano, a resztę zostaw suwerenności Ducha. Możesz głosić słowo do setki łudzi, a dla większości z nich jest to martwe. Dziewięćdziesięciu lub więcej z nich nie widzi nic i nie czuje nic, ale pozostała mniejszość jest dotknięta suwerennością Bożą. Słowo jest dla nich czymś więcej, niż wypowiedź, niż litera. Dla tych, którzy je przyjmują, jest Duchem i życiem. Duch Boży wejdzie w to słowo dla tych kilku.

    „Szkoła Chrystusa”
    str. 103


    Na przykład, możemy pocieszać się członkostwem w kościele. Jeśli jest wysokie, jeśli kwitnie, wtedy pocieszamy się, wierząc, że wszystko musi być w porządku. Jeśli frekwencja jest dla ciebie najważniejsza, wtedy twoim Bogiem staje się bicie rekordów uczestnictwa w nabożeństwie. Ilu ludzi przychodzi? Jaka jest frekwencja? Gdy pytamy ludzi „Jak tam w twoim kościele?”, zazwyczaj odpowiadają „No, cóż, trochę nas ubyło”. Nie ma to nic wspólnego z duchowością, lecz dla wielu zborów jest to miara sukcesu.

    Programy budowlane. Przyjeżdżasz do jakiegoś miasta, znasz tamtejszego pastora, być może nigdy tam nie byłeś. Od razu chce ci pokazać swój kościół. Co robi? Wiezie cię przez miasto do pewnego budynku. Być może jest piękny. Być może dopiero co go zbudowano. Pastor może wskazać na ten budynek i powiedzieć, że kościół ma się świetnie. Mamy pewien dług, lub pożyczkę na bardzo dobrych warunkach. Jednakże ważne jest, by zrozumieć, że czasami motywy budowania nie mają nic wspólnego ze zbawieniem społeczeństwa. W niektórych przypadkach budynki wzbijają ludzi w pychę. Dlatego też tak chętnie na nie wskazujemy i pokazujemy je. Bałwochwalstwo budynku kościelnego jest jednym z prawdziwych niebezpieczeństw naszych czasów.

    „Szkoła Chrystusa”
    str. 458

    W dzisiejszych kazaniach, gdy wzywa się ludzi do Chrystusa, wymaga się od nich tylko tego, by Jezus był dodatkiem do wszystkiego co robią. Kiedy mówicie o odnowie kościoła, żadna z tych rzeczy nie ma z nią nic wspólnego. Naszą główną atrakcją stają się ważne osobistości polityki i gwiazdy filmowe, które udają chrześcijan, choć w ich życiu nie widać żadnych zmian, a religia uważa, że to coś wspaniałego. Jeden z wielkich muzyków country, bardzo znany, prawie że symbol tego typu rozrywki, nawrócił się do Chrystusa i znalazł się w zborze. Był przekonany, że powinien zrezygnować z tej działalności. Poszedł do swojego pastora i powiedział mu o tym, a pastor zapewnił go, że powinien dalej to czynić, przez co prawdopodobnie będzie mógł świadczyć dla większej liczby ludzi. Problemem był pastor. Już widział dolary, spływającą dziesięcinę. W rezultacie muzyk country odszedł od Boga i zbłądził. Sam pomysł, iż pastor mógłby próbować przekonać nowo nawróconego, iż można pomieszać świat z kościołem Chrystusa i że te dwie rzeczy są w jakimkolwiek punkcie zbieżne, jest bluźnierstwem.

    Spojrzenie wstecz na historię dowodzi, że świat akceptuje chrześcijaństwo tylko wtedy, gdy jego życie i siła zostaje utracona. Konstantyn nie przyjął takiego chrześcijaństwa,  jakie było w pokoju na górze. Kiedy świat staje się częścią kościoła, jest to świadectwem, że sól straciła swój smak. Nie jest już środkiem zapobiegającym zepsuciu, nie przekonuje o grzechu i w żaden sposób nie zajmuje się ludzkim duchem. Kiedy świat łączy się z kościołem, kiedy dodaje Chrystusa do wszystkiego, czym jest, a życie ludzi nie zmienia się w żaden sposób, i jest to akceptowane przez tych, którzy są u władzy, jest to znak, że sól straciła swój smak. Szczera ocena pozwoli nam dowiedzieć się, w jakim punkcie się znajdujemy.

    „Szkoła Chrystusa”
    str. 459

    Jest o wiele później, niż myślimy. Musimy rozróżniać o wiele więcej, niż dotychczas w odniesieniu do natury i charakteru prawdziwego praktykowania religii. Jeżeli tam byliśmy wierni, mniej tego, co jest fałszywe i niepożyteczne znajdzie miejsce w Kościele chrześcijańskim. Wierzę i nie mam zamiaru za to przepraszać, że osiemdziesiąt pięć procent ludzi w kościołach zielonoświątkowych, to kąkol. To znaczy, że nie narodzili się prawdziwie z Boga. Niczego bardziej nie szukałem, niż powodu, dlaczego jest tyle takiej podrabianej religii, dlaczego tylu ludzi w kościołach jest tam tylko dzięki religijnym sztuczkom. Wiem, dlaczego oni nie chcą przychodzić. Dlatego, że to nie jest w ich naturze. Przyszli do ołtarza, wydawało się, że przeżyli coś religijnego, ale nie narodzili się na nowo.

    Starałem się poznać podstawy tych trudności. Przekażę wam to, do czego doszedłem, byście mogli uniknąć pułapek, jakie tam czyhają. Dlaczego jest tylu, którzy uważają, że są w porządku względem Boga, chociaż nie są w porządku, chyba, że Biblia nie ma racji? Dlaczego tylu dało się zwieść? Dlaczego tylu jest nie pokutujących grzeszników, a mimo tego myślą, że pokutowali przed Bogiem? Powód staje się oczywisty. Jest to brak wiedzy rozróżniającej podstawy religii, szczególnie odnośnie prawdziwego i fałszywego upamiętania.

    Co to jest prawdziwe upamiętanie? Po pierwsze, jest to zmiana opinii o naturze grzechu. Ta zmiana opinii musi powodować zmianę uczuć odnośnie grzechu. Uczucia są zawsze wynikiem myśli. Jeżeli nasze myśli o grzechu powodują odpowiednie uczucia i jeżeli nasza opinia jest właściwa, a towarzyszą temu uczucia, następuje prawdziwe upamiętanie. Boży smutek, jakiego Bóg oczekuje, musi wypływać z takiego zrozumienia grzechu, jakie ma Bóg. Inaczej mówiąc, musimy widzieć grzech tak, jak widzi go Bóg. Głoszenie Ewangelii musi mieć inną nutę, niż większość kazań słyszanych obecnie. Nie głosimy wystarczająco zakonu, by człowiek wiedział, że jest zgubiony.

    „Szkoła Chrystusa”
    str. 166 i 167

    Narodzenie na nowo zostało ograniczone do formułki. Grzesznik jest zapraszany, by uczynił Jezusa swoim osobistym Zbawicielem, bez wzmianki o pokucie. Tylko dodaj Jezusa do tego, kim jesteś. Uczyń werbalne wyznanie, powtórz modlitwę, a potem ci powiedzą, że już jesteś zbawiony. Znakiem fałszywego proroka jest to, że daje fałszywą pewność Zbawienia komuś, kto nie jest zbawiony. Biblia mówi, że jeżeli ktoś jest zbawiony, to będzie miał świadectwo w sobie.

    Upadek cywilizacji
    str. 24

    Kiedy nastąpi prawdziwe upamiętanie, zniknie skłonność do powtarzania grzechu.  To nie oznacza, ze mężczyzna czy kobieta są doskonali w swoim postępowaniu. Oni są raczej doskonali w swoich pragnieniach. Nie mają już pragnienia, by grzeszyć. Ta skłonność została zmieniona. Jeżeli prawdziwie pokutowałeś, nie kochasz już grzechu. Trzymasz się z dala od grzechu nie ze strachu. Nie grzeszysz, gdyż nienawidzisz grzechu.

    Przekonanie, to jeszcze nie jest narodzenie. To musimy wyjaśnić ludziom, których prowadzimy do Chrystusa, albo będą oni stale powracać do przeszłości. Prowadzenie ludzi do miejsca przekonania o grzechu, a nie doprowadzenie ich do głębokiej pokuty, gdzie narodzą się z Boga, zapełniło kościoły kąkolem. Twoja opinia o grzechu mogła się zmienić, ale jeżeli pozostanie w tobie miłość do grzechu, jesteś ciągle grzesznikiem. Prawdziwe upamiętanie powoduje zmianę zachowania. Z upamiętaniem przychodzi łaska wiary. Wielu ludzi powiedziało do mnie, ja chciałbym być chrześcijaninem, ale nie mam na tyle wiary. To nie jest twój problem. Twoim problemem nie jest wiara. Masz problem z prawdziwym upamiętaniem. Jeżeli dalej masz skłonność do grzechu, jesteś tylko przekonany, ale nigdy nie narodziłeś się z Boga.

    Znowu więc mamy pytanie. Czy zostałeś przemieniony? Czy odrzuciłeś grzech? Te pytania są bardzo ciężkie. One przesądzają, czy człowiek narodził się na nowo. Żaden doradca nie ma prawa zapewniać kogoś, że jest zbawiony. Nie możesz ich poprowadzić czymś, co nazywamy rzymska drogą i wtedy zapewnić ich, że są zbawieni. Czy jesteś odmieniony? Czy zmieniła się twoja skłonność do grzechu? Chodzi o to, byś nie tylko widział grzech tak, jak widzi go Bóg, ale byś miał to samo odczucie w sprawie grzechu, co Bóg. Czy nienawidzisz grzech?

    „Szkoła Chrystusa”
    str. 169 i 170

    Do takiego dzieła naczynie musi być specjalnie przygotowane i oddzielone. Jesteśmy powołani przez Boga, by tworzyć takie naczynie przez głoszenie Słowa Bożego. Takie naczynie musi mieć szczególne cechy. Coś z tych cech zostało utracone i trzeba to odzyskać. Duchowym przeciwieństwem tego są rzeczy, które rozpłynęły się we mgle i w niepewności co do rzeczywistego znaczenia i celu życia. Nigdy nie było to bardziej prawdą. Możecie zapytać stu ludzi, do czego jest powołany Kościół, jaki Bóg ma cel dla Kościoła i ani jeden z tych stu nie da właściwiej odpowiedzi, dlaczego tu jesteśmy. Nie znają oryginalnego znaczenia sprawy. To, co mówią i czynią, nie ma już tego samego znaczenia, jak kiedyś. Teraz znaczy to coś innego i tragedia polega na tym, że wielu za tym poszło i nie dostrzegają, że nie ma już tam żadnej mocy.

    Stało się to, co najgorszego mogło się stać. Nauczyliśmy się, jak być religijnymi bez Boga. To było też tragedią panowania Saula. Podczas całego panowania Saula nie było wśród nich Skrzyni Przymierza i nawet nie starali się, by ją odzyskać. To jest tragedia, ale jeszcze gorsze jest to, że im tego nie brakowało. Nauczyli się, jak być religijnymi bez Boga W kręgach zielonoświątkowych są pewne imitacje Ducha Świętego i głupcy myślą, że to jest dobre.

    „Szkoła Chrystusa”
    str. 116

    Smutne jest to, że dzisiaj jest niewiele refrenów  i pieśni pisanych na temat krwi Chrystusa. Jest to niewyobrażalna tragedia, kiedy uświadomimy sobie, że usunięte zostały te stare pieśni, „O jest moc, czyniąca cuda moc, w świętej krwi Baranka”, śpiewane przez tych, którzy przychodzili do kościołów. One uczyły ich prawdy, która zachowywała ich przez cały czas. „To jest moc, moc, o przecudna moc...” „Święta krew Jezusa, ona zmywa wszelki grzech”. Nie było tam żadnych „jeżeli” i żadnych „i”. Te pieśni napełniały nasze serca prawdą, że to krew Jezusa postawiła nas na tym miejscu. To przez krew zostaliśmy zbawieni i krew nas zachowuje. Ta krew daje mi dostęp do miejsca najświętszego. Teraz śpiewamy krótkie refreny o sobie i piosenki na temat walki. z diabłem, a nawet nie wiemy, jak ta walka wygląda. Diabeł wie, jakie spustoszenie posieje, jeżeli swoją własną teologię ubierze w słowa pieśni. Punk rock który niszczy nasze dzieci, ubrał w rytm i muzykę ich pieśni o narkotykach, samobójstwach i morderstwach. Ten diabelski demonizm ubrał swoje przesłanie w muzykę i zniszczył generację dzieci. Kiedy diabeł poznał prawdę, którą Bóg dal kościołowi, kościół ją opuścił. Musimy z naszych kazalnic znowu głosić krew Jezusa. W czasie uwielbiania musimy na nowo śpiewać o krwi. Ta prawda utrwali się w młodych sercach i zachowa ich w przyszłości.

    „Szkoła Chrystusa”
    str. 134

    Możecie głosić świętość aż do utraty tchu, ale jeżeli kościół nie jest święty, nie może wierzyć i nie jest wiarogodny. Zwykłe głoszenie o uzdrowieniu nie wystarczy. Kościół musi stworzyć klimat do uzdrowienia, albo jest to szyderstwo z tego, co czynimy i mówimy. Jezus zademonstrował tą prawdę, kiedy nie mógł uczynić żadnego cudu w pewnych miastach. Jeżeli kościół żyje tym, czym jest, a nie tylko tym, co mówi, jego doktryna jest czysta i stoi na prawdzie, jaka jest w Chrystusie. Kiedy tworzy i zapewnia społeczne i psychologiczne wsparcie dla uzdrowienia przez to, czym jest, wtedy łatwo jest wierzyć w uzdrowienie. Kiedy nie ma takiego wsparcia, wierzenie jest prawie niemożliwe. Utrata wiarogodności jest naprawdę utratą realizmu. Mówimy o przebudzeniu i widzimy, że musi być z powrotem do kościoła wprowadzony realizm. Jeżeli mamy oglądać przebudzenie, o które modlą się nasze serca, musimy być świadomi, że to, co ludzie nazywają przebudzeniem, w większości nie jest prawdą.

    Istnieje resztka i ta resztka musi powstać. Boże narzędzie, ta resztka musi powstać i reprezentować realność, którą głosimy. Kiedy wszystko jest niepewne i nierealne, cienie są brane za materię. Kościół w takim stanie staje się łatwą zdobyczą dla zwiedzionych i zwodzicieli. Zniknęła miłość prawdy i kościół jest pełen imitacji. Prawda stała się niemodna i każdy zaczyna robić to, co wydaje mu się słuszne. Kościół w takich czasach jest prowadzony od jednej sztuczki religijnej do drugiej, od uczenia się mówienia na językach, do bawienia się w wydłużanie nóg, od imitacji darów do guru wewnętrznego uzdrawiania.

    To wszystko weszło, gdyż bawiono się z prawdą. Na to nie powinno się było pozwolić. Wzrost możliwości wyboru i zmiany doprowadziły do zmniejszenia się poświęcenia i stałości. Kiedyś czytałem o człowieku, który odziedziczył antyczną chustkę jedwabną. Kiedy zgubił tą chustkę, zaangażował całą rodzinę w poszukiwanie tej jedwabnej chustki. Ona była cenna. Nigdy nie słyszymy, by ktoś poszukiwał zgubionej chusteczki jednorazowej. Kościół wszedł w nowoczesny świat wyrzucania. Prorok powiedział o ludziach Bożych, „tułali sic po górach, schodzili z góry na pagórek, zapomnieli o swoim legowisku.” Jerem. 50:6. To jest obraz kościoła lat 90-tych - od góry do pagórka, od jednego pseudo przeżycia do drugiego.
    Wielką szkodą jest to, że chrześcijańskie pomysły utraciły swoją pierwotną pewność. Sekularyzacja powoduje, że wiara chrześcijańska wydaje się mniej realna, a pluralizm sprawia, że wygląda, jak jedna z wielu. Dochodzimy do punktu, gdzie zawartość wiary odzwierciedla otoczenie. Pewność wiary była kluczem do przetrwania i zwycięstw kościoła. Była to jego zbroja przeciw zwątpieniu, stalowa wola w trudnościach i prześladowaniach i siła, która poruszała świat. Nie mówię, że pewność zupełnie zniknęła. W niektórych miejscach została zastąpiona przez wątpliwości lub zracjonalizowana przez uniżoność, dwuznaczność lub pozytywne wyznawanie.

    W większości miejsc pewność nie tak bardzo upadła, ale się zmieniła. Wiele pewności, która pozostała, jest subiektywna, zakorzeniona bardziej w subiektywnym doświadczeniu, niż obiektywnych faktach. Zmiana jest widoczna w wielu punktach. Jeden, to odnoszenie się chrześcijan do ich wiary. To doprowadziło do pozycji obronnej samej wiary. Słuchajcie ich „pozytywnego, mentalnego podejścia” i ich „możliwego myślenia”. Taka wiara nie potrzebuje faktów, ani Boga, tylko siebie. Innym, nowym źródłem pewności jest wiara w odczucia i przeżycia. Słuchajcie ich pieśni i świadectw. Usłyszycie, jak słowa wiedzy utorowały drogę do słów wiary, które z kolei prowadzą do słów odczucia. Wiara, która pozostała, zaczyna brzmieć, jak coś na granicy stanu podniecenia.  Jest to niewiele więcej, niż „fajne”, nie głębsze, niż poprzednie przeżycie i nie jest pewniejsze, niż obecna społeczność, ani nie jest mocniejsze, niż ostatnie badanie opinii publicznej.
    We mgle niepewności kościół nie wie, w co wierzy, więc biedne owce próbują wierzyć we wszystko. Reguły gry są niejasne i pomieszane. Prawie wszystko może obecnie być uznane za wierzenie chrześcijańskie i prawie wszystko jest dozwolone w chrześcijańskim zachowaniu. Pokaż to, a pójdą za tym. Zaślepione przez sekularyzację (która jest modernizacją), zaślepione pluralizmem (wiele do wyboru), zaślepione prywatyzacją (oddzielenie życia duchowego od codziennego, to znaczy, zostaw Boga u drzwi kościoła), biedne owce błąkają się od góry do pagórka, od jednego przeżycia religijnego, do innego. Tak, jak narkoman, szukający większego podniecenia w mocniejszym narkotyku, zagubione owce stały się łatwą zdobyczą dla religijnych dealerów. Dlatego prorok mówi: „Wszyscy którzy ich znaleźli pożerają ich” Jerem. 50:7. Widziałem, jak to działo się w kościele w moich czasach i jak stał się kierowany, sztuczkami, społeczeństwem religijnym, produkujących takich, których wiara opiera się na przeżyciach, a nie na wierności Bożej.

    „Szkoła Chrystusa”
    str. 670 i 671

    Głoszę Ewangelię i wielu ludzi wychodzi na wezwanie do modlitwy, ale bardzo niewielu zostaje w Kościele. Co się stało? Oni zostali poruszeni przez Słowo, zobaczyli swój zgubiony stan i wyszli do modlitwy, a nie było na tyle siły życia, by ich urodzić. Dlaczego ta słabość? Dlatego, że jest tam coś, co ogranicza przepływ krwi, czyli przepływ życia. To jest akt oskarżenia kościoła. Jako kaznodzieje Ewangelii, to oskarżenie jest bardziej przeciw nam, niż przeciw komuś innemu. Oskarżenie zarzuca, że kościół jest slaby i anemiczny, gdyż wy i ja nie rozprawiliśmy się z tymi rzeczami, które hamują przepływ życia, przepływ krwi- Jeżeli oczyszczenie nie miało miejsca, życie było ograniczone i kościół cierpi z powodu duchowe go zawału! Nie możemy sprzeciwić się dziełom nieprzyjaciela, gdyż pozwoliliśmy niewierzącemu duchowi mieszkać w kościele i nie rozprawiliśmy się z nim.

    Pozwoliliśmy duchowi chciwości, który nie wspiera pracy Bożej, zajmować zaszczytne miejsce w Kościele i nie zgromiliśmy go Słowem Bożym. Owocem tego jest ograniczony przepływ życia i dzieci, które mają się rodzić przy naszych ołtarzach modlitwy, nie są wprowadzane do królestwa Bożego. Niektóre z nich zatrzymujemy, oferując im zabawy i gry, ale fakt, że one nie chcą tam należeć świadczy, że są kąkolem. Nigdy nie narodzili się z Boga.

    Jeżeli nie głosimy wiernie Ewangelii, ograniczamy przepływ życia, gdyż to, co ogranicza ten przepływ, nie jest demaskowane. Kiedy czytamy w Biblii, że były kłopoty, gdyż nie było życia i utracono to, co było na początku, Bóg zawsze obwinia za to pasterzy. Pasterz jest odpowiedzialny za życie trzody. Jeżeli nie głosimy Słowa tak, by krew mogła przepływać i mógł działać Duch Święty, nie może nastąpić odrodzenie, gdyż ciało jest słabe i anemiczne.

    „Szkoła Chrystusa”
    str. 145


  • ojcowie odrzucili autorytet Biblii
    Dzieje Apostolskie 2:42, "I trwali w nauce apostolskiej i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwach." "Kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony?" (Mat. 10:22), powiedział Pan Jezus. Kiedy czytamy słowo "trwali" oznacza to, że byli przeciw czemuś. "Oni trwali mocno". Znaczy to, że sprzeciwiali się czemuś, by mogli pozostać tam, gdzie byli. Była opozycja, coś chciało ich odciągnąć. Coś chciało się wkraść, by upodobnić ich do innych. Słowo mówi o pierwszym kościele, że "trwali mocno". Oni tego się trzymali, oglądali przebudzenie i Boże działanie. Nie możecie zmienić zasad Biblii.

    Kiedy nieprzyjaciel zdołał doprowadzić do kompromisu Słowa Bożego, kościół został zredukowany do formy bez mocy. Wreszcie utracił wszystko i pogrążył się w wiekach ciemności. Opuszczenie czegoś oznacza wcześniejsze czy późniejsze opuszczenie wszystkiego. Tej prawdy nie można ignorować. Jesteście częścią systemu, który doprowadził kościół tam, gdzie jest. Dzisiaj widzimy rezultaty tego, że ojcowie odrzucili autorytet Biblii. Popatrzcie na dzisiejszy kościół, jest tyle homoseksualizmu. Kościół przymyka oko na cudzołóstwa; jest tyle narkomanii. Wiele kościołów właściwie popiera picie dla towarzystwa. Jesteśmy tak bardzo zanurzeni w brudzie, że nie widzimy nic złego w chodzeniu do kina.

    Słowo Boże oświadcza, "Gdybym knuł coś niegodziwego w sercu moim, Pan nie byłby mnie wysłuchał." (Psalm 66:18). Błogosławieństwa Boże są dalej obiecane temu, "...Kto ma czyste dłonie i niewinne serce..." (Psalm 24:4). Kościół się zmienił, ale Bóg się nie zmienił. Wierzę, że dzisiaj Bóg chce spotkać się ze Swoim kościołem. Kościół chce się podźwignąć przy pomocy programów i ludzkich wysiłków. Bóg tym nie jest zainteresowany. On nie chce, by człowiek robił mu projekty. Bóg chce spotkania z kościołem. Kościół musi rozróżnić między tym, co czyste, a co nieczyste, między nikczemnym, a świętym. Bóg jest tym samym świętym Bogiem, którym był kiedyś i mówi do Swojego kościoła, "...Bądźcie świętymi, gdyż Ja, Pan, jestem Bogiem waszym." (3 Mojż.20:7). Bóg deklaruje, że będzie naszym Ojcem, jeżeli my, "...wyjdziemy spośród nich i nieczystego się nie będziemy dotykać." (2 Kor. 6:17).

    Wierzę, że nowe spojrzenie na upadek Troi uświadomi nam tą prawdę w sposób duchowy. Jak pamiętacie, Ateńczycy oblegli Troję i przez długich dziesięć lat, w dwunastym wieku, próbowali, ale nie udało im się przełamać obrony. Wszystkie greckie stany zjednoczyły się, by pomścić zniewagę w roku 1184 przed Chrystusem. Zbudowali drabiny, próbując wedrzeć się na mury, ale każdy atak został odparty. Próbowali spalić miasto. Zrobili sobie wyrzutnie, z których ciskali wielkimi kamieniami ponad murami, ale ludność Troi odparła każdy atak. Przez długich dziesięć lat nie poddali się. Po dziesięciu latach Grecy zobaczyli nieskuteczność otwartej wojny przeciw Troi i zmienili taktykę. Zbudowali pięknego, drewnianego konia i w nocy podciągnęli tego konia do bramy Troi i tam go zostawili. Potem armia grecka powróciła na okręty.

    W tych czasach pozostawienie prezentu oznaczało, że zrezygnowali z walki. Grecy zostawili tego drewnianego konia, znanego jako koń trojański przed bramą Troi, jako sygnał, że rezygnują. Ludzie w Troi nie wiedzieli, że w brzuchu tego konia byli greccy żołnierze. Przez jakiś czas mieszkańcy Troi patrzyli na tego konia z ciekawością. Po kilku dniach, nie widząc nigdzie greckich żołnierzy Trojanie uznali, że wojna się skończyła i wciągnęli tego konia do środka. Wierząc, że wojna się skończyła, mieszkańcy Troi zaczęli świętować. Przecież byli oblężeni przez dziesięć lat. Tej nocy, kiedy miasto było pijane, greccy żołnierze wyszli z brzucha tego konia i otworzyli bramy miasta. Weszli Grecy i wymordowali wszystkich. Niektóre legendy mówią, że tylko dwóch ludzi uciekło, by opowiedzieć horror ostatniej nocy Troi.

    Była to historyczna tragedia, ale nie dorównuje ona tragedii, którą chcę wam przekazać w tej lekcji. Przez ostatnie 50 lat wielki kościół zielonoświątkowy [i inne kościoły i denominacje ewangeliczne - AO] odrzucał diabła kompromisu. Nasi ojcowie odrzucali wszelkie wysiłki piekła. Nie otwieraliśmy naszych bram dla bałwochwalstwa, nieświętości i świeckości. Byliśmy wykluczani z towarzystwa, wyszydzani, prześladowani, ale nie wpuściliśmy ani na centymetr tego, co uważaliśmy, że nie jest z Boga. Tak, jak syn marnotrawny, byliśmy znienawidzeni, bo byliśmy inni. Pamiętacie, że kiedy syn marnotrawny roztrwonił wszystko przez rozpustne życie, zapukał do drzwi świata, prosząc o coś do jedzenia. Świat powiedział do niego, "Karm moje świnie, a ja będę karmił ciebie". Dla Żyda jest to zniewaga, gdyż jest to niezgodne z jego wierzeniem. Za swoją pomoc świat zażądał od niego wyrzeczenia się jego przekonań. Świat go nienawidził, gdyż był inny. Powiedział do niego, "Jeżeli będziesz taki, jak my, to ci pomożemy".

    Ten sam świat dobija się do drzwi naszych kościołów, krzycząc, by go wpuścić na jego warunkach. Wołają, "Obniżcie trochę swoje mury i to zachęci więcej ludzi". Na początku tego wielkiego wylania późnego deszczu Bóg powołał ludzi z każdego środowiska. Był to czas, kiedy kościół był martwy. Nie było w nim obecności Boga. Pusta forma i kpiny zastąpiły potężne działanie Boże. Bóg powołał naszych ojców z targowisk, z farm, z kazalnic głównych kościołów i denominacji i oni stali się naczyniami do wylania obecności Bożej. Oni oddzielili się dla Boga. Wiedzieli, że Bóg jest inny, niż świat. Wiedzieli też, że świat jest ich nieprzyjacielem. Byli nazwani fanatykami i jeszcze gorszymi.

    Z powodu przeżycia Ducha Świętego ludzie, którzy byli nazwani fundamentalistami, określali ich, jako opętanych. Jednak nie zważając na świat, ciało i diabła, oni zdobyli świat dla Ewangelii. Prawdą jest, że nasi ojcowie byli skrajnymi. Nie chcieli być członkami kościołów, wierząc, że może to być znamię bestii. Oni nie tylko głosili świętość serca, ale głosili świętość w postępowaniu. Znali Boga i znali wroga. Wiedzieli, skąd wyszli i dokąd zmierzają. W większości ci ludzie nie ukończyli seminariów religijnych, ale znali Boga. Nie zgodzili się oddać ani centymetra duchowi kompromisu. Mężowie Boży stali i pilnowali prawdy, czystości i świętości; nie tylko słowami, które wypowiadali, ale również przez praktyczne życie. Oni byli prawdą, którą głosili. Byli inni i świat ich nienawidził. Chrystus był ich życiem i nic innego nie miało znaczenia.

    „Szkoła Chrystusa” - cykl Przebudzenie, z rozdziału – Koń Trojański


  • ten koń już jest w środku
    Dzisiejszy kościół nie ma wrogów, gdyż nie ma Ewangelii. Zostaliście powołani, by go przywrócić do dziewiczej czystości, zgodnej z Ewangelią. Przez 50 lat nieprzyjaciel nacierał na mury i był za każdym razem odpierany. Wiedzieliśmy, że jesteśmy zielonoświątkowcami. [że jesteśmy ewangelicznie wierzący - AO] Nigdy nie chodziliśmy do miejsc, do których chodził świat. Nie paliliśmy papierosów i nie piliśmy ich alkoholu. Chodziliśmy po ulicach, jak przystało na mężczyzn i kobiety Boże. Oni wiedzieli, że jesteśmy inni. Byliśmy znienawidzeni, gdyż Chrystus był wśród nas i w nas. Byliśmy obcymi na tej ziemi, a naszym zainteresowaniem był tylko Chrystus.

    Świat i religijne tłumy śmiały się z naszego stylu życia, mówiąc, że nie pasujemy do 20 wieku. W latach 70-tych głosiłem w jednym z największych kościołów tego wieku. Kościół ten był założony przez jednego z wielkich mężów Bożych tego wieku, Dr Mayo. Kiedyś Dr Mayo powiedział do mnie, "Bóg powinien był mnie zabrać 20 lat temu". Ja zapytałem, "Dlaczego tak mówisz, bracie Mayo?" On odpowiedział, "Bo ja się tu nie dopasuję". Wtedy ja zauważyłem, "Dlatego ludzie tacy, jak ty i ja tu są. My się tu nie dopasujemy". Bóg musi mieć kogoś, kto się nie dopasuje. On powołał was, by uczynić was ludźmi, którzy nie dopasują się do myślenia religijnego. Kościół zielonoświątkowy sprzeciwiał się przez 50 lat. Świat nazywał nas diabłami.

    W roku 1956 świat zobaczył pierwszą odnowę charyzmatyczną. Tego dnia ten koń wszedł przez nasze bramy. Obudziliśmy się rano i było cicho. Nie leciały kamienie nad naszymi murami, nie walono taranami w nasze bramy, nie oczerniano nas, nikt nie krzyczał "fanatycy", „latający” bracia i nikt już nie mówił, że jesteśmy opętani. Wszystko ucichło. Wyglądało, jakby wojna się skończyła. Z ciekawości wyjrzeliśmy poza mury, a tu stoi przy naszej bramie piękny koń, pozostawiony tam przez przywódców religijnych tego świata. Ku naszemu zdziwieniu, ten koń mówił językami. Teraz już jest cicho. Na tym się nie skończyło. Nie zadawaliśmy pytań, tylko otworzyliśmy bramy. Koń wszedł cicho na spotkanie w roku 1956, nazwane odnową charyzmatyczną. Brama została otwarta, powstała dziura i koń wszedł.

    Nie ma większego daru, jak zdolność porozumiewania się z Bogiem w Duchu. Nie ma nic wspanialszego, niż modlitwa, aż dotkniesz sfery Ducha i modlisz się językami Ducha Świętego. Nie potrafię przecenić tego daru, ale nie mogę i nie będę demonstrował tego daru cielesnemu tłumowi religijnemu, tak, jak Jezus nie przemienił kamieni w chleb. Duch Święty nie jest do zabawy. Języki przychodzą, kiedy Duch Święty poddaje wymowę. Diabeł nienawidzi tego, co prawdziwe, gdyż nie wie, co się dzieje. Po 50 latach ataków, diabeł postanowił złamać nasze przekonania, ale jedyną drogą, którą mógł wejść, było podrobienie tego, w co wierzymy.

    Antychryst, który przyszedł, nie był antychrystem fundamentalnym. Nie był baptystą, ani metodystą, ani katolikiem, ale przyszedł, jako zwolennik pięćdziesiątnicy, zielonoświątkowiec, jak my. Musiał być taki, jak my. Przyszedł jako ten, który kiedyś miał moc, ale został pokonany przez dobrobyt tego świata i stracił to, co miał. Jednak dalej wiedział, jak to działa. Szatan był świadom, że grzech, świeckość, niewiara i piekło mogło wygrać ze wszystkim, ale nie z tym boskim ogniem. Diabeł wiedział, co dawało nam siłę.

    Piekielny sposób infiltracji, to zwiedzenie przez imitację. Nasi ojcowie wiedzieli, że na pół rozebrany, pijący alkohol, świecki tłum nie był z Boga i odrzucili tą presję. Przez ponad 50 lat przywódcy religijni krzyczeli na nas, "Dlaczego nie możecie być tacy, jak my? Dlaczego nie głosicie i nie żyjecie tak, jak my?" Bałwochwalstwo nie znalazło u nas miejsca. Kiedy głosiliśmy słowo, te rzeczy były ujawniane

    Kiedy zwiastowałem Ewangelię w Kongo w roku 1970, ludzie zobaczyli prawdę, zebrali na stosy swoje fetysze i spalili je. Ja nie musiałem im nic mówić. To wszystko zmieniło się wraz z wejściem tego dziwnego konia. Przy naszej bramie stanął ten dziwny koń, ubrany w mini spódniczkę i mówiący językami. Nacisk położono nie na chrzest Duchem Świętym, ale na język modlitwy. W nasze środowisko wszedł duch imitacji, ale ponieważ imitował ten wielki dar języków, otworzyliśmy drzwi i wpuściliśmy to. W brzuchu tego konia były ukryte demony. Te demony otworzyły drzwi dla każdego nieczystego i znienawidzonego ptactwa.

    Kiedy wpuściliśmy tego konia do środka, weszło również dziwne świętowanie, które ludzie nazwali "uwielbianiem". Doszliśmy do miejsca, że nie wiemy, czego słuchamy. Ta fałszywa rzecz, kiedy już weszła, przeskoczyła wszelkie bariery. Rzymscy katolicy odmawiają różaniec na językach, a zielonoświątkowcy uwierzyli, że to jest prawdziwe. Pewien mój przyjaciel przemawiał na spotkaniu Biznesmenów Pełnej Ewangelii w Denver. Było to niedługo po rozpoczęciu tej odnowy charyzmatycznej. Przemawiał rano, a wieczorem przemawiał mormon. Przy śniadaniu mój przyjaciel siedział koło tego mormona i powiedział do niego, "Z niecierpliwością czekam na twoje wieczorne przemówienie. Nigdy nie słyszałem świadectwa mormona, który narodził się na nowo". Mormon odpowiedział, "Ja tego jeszcze nie mam". Mój przyjaciel zapytał, "Co to znaczy, że jeszcze tego nie masz?" Ten odpowiedział, "Ja nie narodziłem się na nowo, ale mówię językami". Ten koń już jest w środku. [i nie dotyczy to tylko kościołów zielonoświątkowych - AO]

    „Szkoła Chrystusa” - cykl Przebudzenie, z rozdziału – Koń Trojański


  • mowa wasza niech będzie zawsze uprzejma, zaprawiona solą
    Chrześcijanin, który nie posiada radości, jest słabym chrześcijaninem. Słabo reprezentuje wiarę, prawdopodobnie przegra z Bogiem i poszuka sobie radości gdzie indziej. Radość, która daje, to radość w Panu. Nie jest to radość z mocy naszego ciała, czy rozumu, czy też jakiś rytm muzyczny. To nie jakiś klaun, próbujący reprezentować Chrystusa; jest to radość Pana. To jest ta sama radość, która wypełniła Jezusa, kiedy wypełnił Boże przeznaczenie. To jest radość, którą otrzymujemy, kiedy przynosimy radość Bogu. Nie twierdzę, że w rozmowach chrześcijan, czy w kazaniach, nie ma być humoru. Wielokrotnie nasza mowa lub kazanie może być humorystyczne, ale uświęcone. To jest możliwe. Izajasz mówił o zbyt krótkim łożu i zbyt wąskim okryciu. Ciepło nakrycia tkwi w jego zapasie po bokach. Myślę, że Bóg mówi, iż chrześcijańskie życie nie jest tak wąskie, by nie było w nim miejsca na śmiech i nie jest tak krótkie, by człowiek nie mógł być złym, nie grzesząc. Często odrobina humoru dla zilustrowania myśli może być przydatna i wtedy nie są to puste słowa. Powodem wypowiadania pustych słów jest to, że mówimy za dużo. Bóg mówi, „Wiedzcie to, umiłowani bracia moi. A niech każdy człowiek będzie...nieskory do mówienia” (Jak.1:19). Tyle samo mocy potrzeba by milczeć, co i mówić.

    Duch czasów jest nasilającym się duchem beztroski, utrudniającym poważne myślenie zarówno świętym jak i grzesznikom. Amerykańska telewizja zdominowana jest przez tok show. I o czym oni tam mówią! Dziesiątki milionów ludzi siedzi przed tą skrzynką i słucha godzinami ludzi mówiących złe i głupie rzeczy. Dużo jest mówienia. To też charakteryzuje większość kościoła w naszych czasach. W takich czasach wymaga to wielkiego wysiłku i poświęcenia, by „prowadzić żywot cichy” (I Tes.4:11). By czekać przed Bogiem na tyle długo, by poznać Jego myśli i wypowiadać Jego słowa. Osoba poważna, uważana jest w naszych czasach za dziwaka. Żyjemy w pustym, pełnym głupoty świecie, który wierzy, że jeżeli uda się nam doprowadzić ludzi do obłędnego śmiechu, wtedy wszystko będzie dobrze. Mądry człowiek będzie czekał. „Kto oszczędza swych słów, jest rozsądny” (Przyp.Sal.17:27). „Lecz usta głupców karmią się głupotą” (Przyp.Sal. 15:14). „Gdzie jest dużo słów, tam nie brak występku” (Przyp.Sal. 10:19). „ Niech twoich słów będzie niewiele... bo mu się głupcy nie podobają” (Kazn.5:3).

    Jeżeli chcemy mieć moc, świętość jest koniecznością, ale świętość nie jest pełna, dopóki język nie będzie ujarzmiony. „Lecz za przykładem świętego, który was powołał, sami też bądźcie świętymi we wszelkim postępowaniu waszym” (I Piotra 1:15). Zostaliśmy przez Boga zobowiązani do niesienia uwolnienia dla chorych i opętanych przez demony. W wielkim posłannictwie otrzymaliśmy od Boga nakaz, by iść na cały świat i uwalniać ludzi. Nigdy nie uwolnisz innych, dopóki sam nie będziesz uwolniony. Na nowo poświęć się Bogu. Oddaj swoje ciało jako żywą ofiarę – całego siebie, swój język, swoje usta, swój głos. Mowa wasza niech będzie zawsze uprzejma, zaprawiona solą...” (Kol.4:6). „...Strzeż tego, co ci powierzono, unikaj pospolitej, pustej (nic nie wartej) mowy...” (I Tym.6:20). W Objawieniu 11 widoczne są wizje Boże. W Objawieniu powiedziano człowiekowi, by zmierzył świątynię, ołtarz i tych, którzy się modlą. Dlaczego miał zmierzyć tych, którzy się modlą ? Aby się upewnić, że pasują do ołtarza. Co to oznacza ? To oznacza, że wszystko ma pasować do ołtarza.

    Odrzuć wszystko, co powstrzymuje przepływ Bożej mocy przez twoje życie. Bóg może i Bóg pójdzie dalej bez ciebie, ale jeżeli masz pójść z Bogiem, musisz iść Jego drogą. Kościół został powołany by głosić Ewangelię w mocy i demonstracji Ducha Świętego. Nie może on iść na kompromis ani targować się z Bogiem. „Jaki On jest, tacy i my jesteśmy na tym świecie.” 1 Jan. 4:17  Nieodwołalne jest powołanie Boże do głoszenia Ewangelii. Obietnice są dla ciebie, ale ty musisz spełnić warunki, jeżeli masz być wyposażony do czynienia woli i dzieła Bożego. Prawdy te nie są wezwaniem do zwiastowania, ale są po to, by przygotować ciebie do wypełnienia powołania, w sposób podobający się Bogu.

    Przez trzy lata Jezus szkolił pierwszych uczniów. Uczył ich przez dialog. Uczył ich przez to, że pozwalał, by obserwowali Jego służbę wśród ludzi. Uczył ich modlitwy, na przykładzie swojego życia modlitewnego. Jezus uczył ich i oni dokładnie zrozumieli co mieli robić. Jednak pomimo całego nauczania, nie są gotowi, by pójść. Przed swoim odejściem, Jezus przywołał uczniów i poinstruował ich, że nie mogą odchodzić z Jerozolimy, dopóki nie zostaną przyobleczeni mocą z wysokości. Przez to słowo Jezus dał uczniom do zrozumienia, że bez Ducha, ich ewangelia będzie zawierała tylko słowa. Czekali 10 dni. Pozostać, znaczy oczekiwać, odnaleźć swoje miejsce w ciele i zupełnie się mu poświęcić, pozwolić Bogu, by usunął z twojego życia wszystko to, co powstrzymuje cię przed dopasowaniem się do miejsca, do którego cię powołał.

    Bożym pragnieniem jest objawiać się przez ciebie, abyś jak Paweł mógł powiedzieć: „Z Chrystusem jestem ukrzyżowany, żyję już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus” (Galacjan 2:20). „ Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia, w Chrystusie” (Filipian 4:13). Ja jestem w Nim, On jest we mnie. On jest krzewem winnym, ja jestem latoroślą. Tak długo jak ja, latorośl, trwam w Nim, który jest krzewem winnym, to samo życie, ta sama moc, ta sama radość, to samo zwycięstwo jest we mnie - latorośli, tak samo jak w krzewie winnym. Obietnice są dla nas, ale my musimy spełnić warunki.

    „Szkoła Chrystusa” - cykl Drogi do mocy, z rozdziału – Puste słowa i błazeńska mowa.


  • niech żadna głupota nie będzie wymieniana wśród was
    Mateusza 12:36, „A powiadam wam, że z każdego nieużytecznego słowa, które ludzie wyrzekną, zdadzą sprawę w dzień sądu.” Błazeńska mowa, żarty, oraz puste słowa, objawiają brak prawdziwej pobożności. Nie ma niczego innego, co by lepiej określało powierzchownego chrześcijanina, tego, który nie troszczy się o innych, jak ciągły przepływ błazeńskiej mowy i żartów. Nie oznacza to, że chrześcijanin nie może się trochę pośmiać, ale jeżeli jest to cecha jego życia, wtedy nie ma tam miejsca dla Boga. „...Nieprzyzwoite żarty...niech nawet nie będą wymieniane wśród was...” Może wydawać się, że jest to błaha rzecz, jest jednak niewiele tak niszczących i zaraźliwych duchowych chorób, jak ta.

    Gdyby Bóg mógł powstrzymać Izrael od szemrania, zaprowadziłby ich do Ziemi Obiecanej w przeciągu miesiąca. To właśnie ich ciągłe narzekanie, szemranie, zła mowa i pragnienie powrotu do Egiptu było tym, co trzymało ich w ciągłym krążeniu po pustyni. To jest największym problemem kościoła. Bóg umieszcza błazeńską mowę w tej samej kategorii wraz z pewnym bardzo nieatrakcyjnym towarzystwem. Efezjan 5:3- 4, „A rozpusta i wszelka nieczystość lub chciwość niech nawet nie będą wymieniane wśród was, jak przystoi świętym, także bezwstyd i błazeńska mowa lub nieprzyzwoite żarty, które nie przystoją, lecz raczej dziękczynienie.” Jezus powiedział: „...Złe myśli, wszeteczeństwa,...cudzołóstwo, chciwość, złość, podstęp, lubieżność, zawiść, bluźnierstwo, pycha, głupota; wszystko to złe pochodzi z wewnątrz i kala człowieka” (Marka 7:21-23). Według słów Jezusa, głupota tak samo kala człowieka jak wszeteczeństwo.

    Możemy skierować palec przeciwko wszetecznikowi, osobie niemoralnej, a śmiać się z głupich żartów. Jezus umieszcza obydwa w tej samej kategorii. Wielu nigdy by nie zabiło i nie ukradło, jednak poprzez nieprzyzwoite słowa, ujawniają swoje wewnętrzne skalanie. To pochodzi z serca, objawiając, że takim ten ktoś jest. Wielu, którzy są winni grzechu głupiej, niekontrolowanej, bezużytecznej mowy, nazwą tę prawdę fanatyzmem i powstaną, aby bronić swojego ulubionego grzechu. Powiedzą ci, iż błędem jest podchodzić do rzeczy zbyt poważnie, ale ratowanie zgubionych i uwalnianie cierpiących jest poważną sprawą. Kiedy patrzymy wokół, na stan, w jakim znajduje się nasze pokolenie, to nie ma tu miejsca na głupotę. Kiedy Nehemiasz wrócił do Jerozolimy, przez trzy dni oceniał miasto. Przyglądał się mu. Zobaczył, że mury są zburzone, bramy spalone ogniem. Nigdy nie zanosił się od śmiechu. Wielki ciężar uchwycił jego serce. Nigdy nie widziałem głupiego człowieka, który posiadałby moc Bożą prawdziwie działającą w jego życiu. Widziałem poważnych ludzi, którzy czasami głupieli i dalej byli używani przez Boga. Nigdy jednak nie widziałem głupiego człowieka posiadającego moc Bożą działającą w jego życiu.

    Bóg postanowił działać przez wypowiadane słowo Jego reprezentantów żyjących na świecie. My reprezentujemy Go tu, gdzie został odrzucony. On reprezentuje nas tam, gdzie został przyjęty. Jezus powiedział: „Słowa, które powiedziałem do was są duchem i żywotem” (Jana 6:63). Czym są nasze słowa? Czy są duchem? Czy są życiem? Niektórzy mówią, że żarty pomagają im zapomnieć o kłopotach. Jezus zapomniał o swoich kłopotach żyjąc kłopotami innych. „Temu, którego umysł jest stały, zachowujesz pokój, pokój mówię; bo tobie zaufał” (Izajasza 26:3).

    Jakub porównuje słowa wychodzące z naszych ust, do wody wypływającej ze źródła. „Z tych samych ust wychodzi błogosławieństwo i przekleństwo. Tak bracia moi być nie powinno. Czy źródło wydaje z tego samego otworu wodę słodką i gorzką?” (Jakuba 3:10-11). Dalej Jakub mówi w wierszu 12: „Czy drzewo figowe bracia moi może rodzić oliwki...”. Jakub przekonuje, że źródło powinno wydawać ten sam rodzaj wody przez cały czas – nie słodką i gorzką. „Czy jest miedzy wami ktoś mądry i rozumny, niech to pokaże przez dobre postępowanie uczynkami swymi, nacechowanymi łagodnością i mądrością”. „Niech żadne nieprzyzwoite słowo nie wychodzi z ust waszych, ale tylko dobre, które może budować” (Efezjan 4:29). Słowa, które nie budują są pustymi słowami. Słowo „pusty” znaczy nieprzydatny. Są to zmarnowane słowa.

    Bóg dał wierzącym słowa autorytetu i mocy, które są cenne. Cenne rzeczy nie powinny być marnowane. Czy pragniesz mocy Bożej? Czy naprawdę chcesz być naczyniem, przez które Bóg może działać? Jeżeli tak, to „...niech żadna głupota nie będzie wymieniana wśród was” (Efezjan 5:3). Słowa wierzącego są słowami autorytetu. „ ...Ktokolwiek by rzekł tej górze: Wznieś się i rzuć się w morze, a nie wątpiłby w sercu swoim lecz wierzył, że stanie się to, co mówi, spełni mu się” (Marka 11:23). Jezus mówi bez ogródek, że wierzący ma moc, by przemawiać z autorytetem. To jest ta sama moc, której użył przemawiając do wiatrów i morza (Marka 4:39). Jozue użył tej samej mocy, by zatrzymać słońce (Jozuego 10:12-13). Jezus zademonstrował użycie tej mocy, kiedy przemówił do drzewa figowego (Marka 11:14). To właśnie do tych ludzi, których słowa mogły przynieść uwolnienie jeńcom, Jezus kieruje ostrzeżenie, że puste, zmarnowane słowa, będą postawione przed sądem.

    Jeżeli prawdziwie pragniemy mocy Bożej, musimy do tego podejść bardzo poważnie. Być jak Jezus, chodzić jak Jezus, działać jak Jezus, wymaga to zrozumienia tego poselstwa: „PUSTE SŁOWA I BŁAZEŃSKA MOWA”. Jezus jest naszym przykładem. Przejdź z Nim przez Ewangelie. Obserwuj Jego życie i działania. On nie był niemądrym lekkoduchem. Był mężem boleści, doświadczonym w cierpieniu. On płakał nad Jerozolimą. Nie wybuchnął śmiechem przy grobie Łazarza, ale płakał. „Jaki On jest, tacy i my jesteśmy na tym świecie”. Słowa, które powinny nieść życie, stają się słowami głupoty – Bóg na to nie pozwoli. „ Jeśli kto mówi, niech mówi jak Słowo Boże...”(I Piotra 4:11). To powinno i musi kierować mową tych, którzy niosą Bożą moc dla swego pokolenia. Z obfitości serca mówią usta. Radość jest owocem Ducha. „Wtedy usta nasze były pełne śmiechu, a język nasz radości, wtedy mówiono wśród narodów: Pan dokonał z nimi wielkich rzeczy...przeto byliśmy weseli” (Psalm 126:2-3).

    „Szkoła Chrystusa” - cykl Drogi do mocy, z rozdziału – Puste słowa i błazeńska mowa.


  • A5 - luźne rozważania na temat współczesnego chrześcijaństwa
    Ci, którzy znają Boga, którzy doświadczyli prawdziwego spotkania z Nim, szybko obalą każdą wątpliwość na temat Jego istnienia. Tacy ludzie mogą wskazać na doświadczenie, w którym Bóg okazał się realny. Izrael znał dzieje Boże. Mojżesz znał drogi Boże. Kiedy na pustyni pojawiły się problemy, Izrael chciał wracać do Egiptu, lecz Mojżesz nigdy nie zachwiał się na swojej drodze. On znał Boga. Izajasz widział Boga i wszystko wróciło na swoje miejsce. Teraz mógł odrzucić swoje polityczne ambicje. Zobaczenie Boga to jedyny sposób, aby dziecko Boże przezwyciężyło swoje pragnienie posiadania rzeczy. Straciliśmy całe pokolenie dzieci, ponieważ kładliśmy nacisk na pełną stodołę zamiast na pełne serce.

    „Szkoła Chrystusa”
    strona 274

    Kiedy trzeba było uzdrowić chromego w Dziejach 3:7 i 8, Piotr powie dział, „ja mam”. Wiem, że coś wczoraj otrzymałem, a On powiedział, że w tym będzie moc. Powiedział do chromego, „Ja mam”. To przez Ducha, którego otrzymał, uzdrowiony został ten chromy. Piotr go nie uzdrowił, ale miał coś, co mógł dać. To był klucz. Stał się cud, ale coś jeszcze. To jest obraz, jak wierzę, duchowo chromych, siedzących w bramie kościoła, czkających na moment, kiedy przyjdzie coś, co da temu kościołowi moc, by Chrystus był realny. Kiedy ten Duch zstąpił na tego chromego, został on uzdrowiony. Wszedł do świątyni skacząc i chwaląc Boga. Zebrał się tłum. Pięć tysięcy ludzi nawróciło się na jednym nabożeństwie, kiedy Bóg zstąpił ze Swoją mocą. Kościół na nowo uświadamia sobie potencjał, który jest w absolutnej zależności od Ducha Świętego. Musimy uwolnić się od wieków tradycji, od prób wykonywania dzieła Bożego swoją siłą. Przez całkowite poleganie na mocy Ducha Bożego możemy spowodować, że Chrystus będzie znany temu pokoleniu

    „Szkoła Chrystusa”
    strona 252


    Ten system ma stać się wszetecznym kościołem Wielkiego Ucisku. Izebel jest świeckim systemem, który dzisiaj nazywamy ekumenicznym, a który wprowadza mieszaninę prawdy i fałszu przez bawienie się z wartościami i prawdziwymi doktrynami Bożymi. Jest to system zupełnie pozbawiony osądzania. Bóg jest dodawany do tego, czym jesteś lub w co wierzysz. To jest Izebel. Jest to wszędzie w nowoczesnym kościele. Gwiazdy Hollywood, polityczne „wielkie głowy”, gwiazdy rocka dodają Jezusa do strasznego, demonicznego beatu, który opanowuje świat i do swojego stylu życia dodają Jezusa. Ekumeniści, lub Izebele mówią, że to jest dobre. Fałszywy prorok, jako głowa tej mieszaniny zażąda, by wszyscy oddali cześć bestii i przyjęli jej znak. Nacisk przyjdzie od uznanego chrześcijaństwa. Odstępstwo czasów ostatecznych nie będzie pochodzenia komunistycznego, ale przyjdzie z tak zwanego kościoła. Prawdziwy kościół musi w pełni odrzucić symbole mieszaniny. Jeżeli w naszym wierzeniu tolerujemy najmniejszą nieprawdę, staniemy się częścią systemu wszetecznicy. Wszystko, co religijnie popełnia cudzołóstwo z systemem Izebel, będzie w Wielkim Ucisku.

    „Szkoła Chrystusa”
    strona 654 i  655

    Lud Boży zgadza się na rzeczy, na które nie musi się zgadzać. Kościół pozwolił nieprzyjacielowi uczynić nas obojętnymi na prawdziwe zagadnienia życia. Angażujemy się w wiele religijnych drobnostek, a diabeł siedzi wśród nas, robi przedstawienie i sprowadza kościół do jakiegoś programu. Pewien brat w Wietnamie wiele lat temu powiedział mi, „Nasz kościół jest tak obojętny, że nie ma żadnych uczuć, ale kiedy ty mówisz o Jezusie, odczuwam w sercu ciepło.” Jeżeli diabeł zaślepi kościół na rzeczywiste problemy, ludzie będą się podniecać wieloma rzeczami, które nie mają znaczenia.

    Budda może siedzieć w świątyni i ludzie oddają mu cześć, ale przyjdzie czas, kiedy Budda będzie wywłaszczony. Jeżeli kościół Boży użyje swojej wiary przeciwko ciemności, miliony Azjatów znajdą drogę do Boga. W Ameryce miliony ludzi należą do kościoła. Uważają, że zrobili wszystko, co jest potrzebne, ponieważ byli w niedzielę w kościele, a my ich tylko krytykujemy. Powiem wam, że wielka część z tych milionów jest głodna Boga, ale są ślepi. Jeśli ewangelia jest zakryta, zakryta jest przed tymi, którzy giną, których bóg tego Świata zaślepił. Jeżeli Bóg dał nam moc nad diabłem, powinniśmy umieć odsłonić tą zasłonę i wpuścić światło.

    „Szkoła Chrystusa”
    strona 254

    On oczyszcza świątynię. My jesteśmy świątynią Bożą i naszym pierwszym celem jest czystość; oczyszczenie. Kolejność jest następująca: czystość, modlitwa, moc i chwalą. Wiele słyszymy o kościołach chwały, lecz niewiele o kościołach modlitwy. Chodzi o to, że chwalą jest tylko służbą ust. Przychodzisz do domu Bożego i wychwalasz Boga, którego ignorowałeś przez cały tydzień. To jest jak cymbał brzmiący. Kościół Jezusa Chrystusa nie ma mocy, ponieważ brakuje mu modlitwy. Każde rozczarowanie jakiego doświadczyłem w swoim chrześcijańskim życiu wynikało z chęci przeskoczenia od czystości do chwały. Kościoły, które próbują uwolnić moc, próbują uwolnić chwałę opierając się na pamięci; czyli opierając się na rzeczach, o których słyszeli, że kiedyś się wydarzyły. Świat potrafi przejrzeć to na wylot. Musimy uczynić coś, co udowodni iż jesteśmy duchowi. Gotowi jesteśmy sprzedać swoją uczciwość, żeby tylko coś się wydarzyło.

    „Szkoła Chrystusa”
    strona 261

    Samson stracił swój wzrok, kiedy stracił Boga. To była fizyczna rzecz; jednak w twoim i moim przypadku jest to rzecz duchowa. Zabierz Bożą obecność z życia chrześcijan, a pierwszą rzeczą jaką zauważysz będzie ich ślepota. Gdy kaznodzieja wytyka im błędy ich życia, słychać wołanie: „Nie widzę w tym nic złego”. Kiedyś to było złe, teraz nie jest - co się stało? Diabeł wyłupił ich duchowe oczy. Prawdziwe znaczenie nowego uświęcenia to odzyskanie naszego duchowego wzroku. Po drugie, nowe uświęcenie to odbudowa duchowego pragnienia. Bardzo smutny jest widok łudzi, którzy kiedyś byli głodni duchowych rzeczy, a którzy teraz, jak Gallion, wcale na to nie zważają. Ci ludzie kiedyś pasjonowali się Bogiem i Jego królestwem, a teraz ich pasje znajdują się w świecie. Biblia jest zamknięta. Można ich namówić na śpiewanie, ale nie czekajcie na nich na spotkaniu modlitewnym. Stracili apetyt na duchowe rzeczy.

    „Szkoła Chrystusa”
    strona 265

    Był też czasy , kiedy Filistyni nie wydawali się Samsonowi tacy źli. Kościół jest ślepy na to co jest właściwe, a co nie jest właściwe „ nie wiedzę nic w tym złego” Kiedyś widzieliśmy. Kiedyś mieliśmy moc. Kościół jest duchowo ślepy, nie ma oddzielenia, nie ma prawdziwego poświęcenia. Samson się sprzedał. Położył swoją głowę na kolanach świata, flirtował z diabłem, chodził z tłumem, bez żadnego oddania dla życia. Było jeszcze trochę mocy. Samson odnosił zwycięstwa tu i tam, ale przez cały czas Samson traci. Kościół jest na tej samej drodze. Od Pięćdziesiątnicy do teraz poruszaliśmy się od przebudzenia do flirtowania ze światem. To smutny dzień, kiedy ludzie Boży myślą, że muszą wyglądać i działać tak, jak świat.

    General Booth prorokował o dwudziestym wieku. „Będzie religia bez Ducha. Chrześcijaństwo bez Chrystusa, zbawienie bez pokuty, Niebo bez piekła.”  Panie Booth, obserwowałem, jak pana proroctwo wypełniło się co do litery. Chcemy mieć świat i Niebo. Włączyliśmy do kościoła wszystko, począwszy od bingo, a skończywszy na przyjęciach alkoholowych. To wszystko w imię Pięćdziesiątnicy. Zielonoświątkowcy [i inni chrześcijanie] wydają potańcówki dla absolwentów i nie widzą w tym nic złego. I jesteś zupełnie nie na czasie, jeżeli podnosisz głos przeciw takiej świeckości.

    W imię miłości boimy się nazywać grzech po imieniu. Pokolenia dzieci dołączyły się do kościoła, podekscytowały się, a teraz tracimy je, ponieważ po prostu nie powiedzieliśmy im, że chodzenie z Bogiem będzie coś kosztować. „łatwe wierzenie” naszych czasów nauczyło, że Bóg będzie chodził z człowiekiem w jego grzechu. Największą zdradą jest powiedzieć człowiekowi, że Bóg będzie mu błogosławić, kiedy jest nie w porządku. Pozwoliliśmy na wszystko. Nic dziwnego, że moc Boża nie jest widoczna w naszym życiu. Osiedliśmy na brzegach świata. Nie wiemy już co jest dobre, a co złe.

    Możemy iść z ruchem religii, zachowywać formę i jednocześnie łamać ślubowania małżeńskie składane przy Bożym ołtarzu. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela, nic już nie znaczy. Chrześcijanie posługują się slangiem, wzywają imienia Bożego na daremno, flirtują ze światem, robią podejrzane interesy i nie chcą spłacać długów. Czy to dziwne, że brakuje wśród nas Bożej mocy? Jesteśmy ślepi. Bóg jest tak święty, jak zawsze był. Mówisz, że nie lubisz tego słuchać, no cóż, ja nie lubię tego mówić, ale to musi być powiedziane.

    „Szkoła Chrystusa”
    strona 772 i 773

    Wiara to życie według Słowa Bożego. Teologia „łatwej wiary” i „pozytywnego wyznawania” sprzedały kościołowi kłamstwo, że wiara, to jakaś siła, przez którą człowiek może manipulować Bogiem w Niebie. Ojciec ruchu „tylko wyznawaj” napisał książkę pod tytułem, „Wiara w twoją wiarę”. Pewien popularny nauczyciel stwierdził, „Słowo Boże w twoich ustach produkuje siłę, którą nazywamy wiarą”. Pojecie bezosobowej siły jest pociągające, gdyż możemy jej używać dla swoich potrzeb. To nauczanie na temat wiary stawia człowieka na tym samym poziomie, co Bóg. Nie ma się co dziwić, że wielu z tych tak zwanych nauczycieli wiary ogłosiło się bogami. Jeden z nich powiedział, „Ja nie próbuję być takim, jak Bóg, ja jestem Bogiem”. Inny mówi, „Wszyscy jesteśmy małymi Bogami”. Taką mentalność rozwija nauczanie, że Bóg działa na podstawie prawa wiary. Mówienie, że Bóg działa na podstawie prawa wiary, to czynienie Boga bezsilnym. Nauczyciele słowa wiary mówią, „Ponieważ mamy wiarę Bożą, jesteśmy tacy, jak Bóg”. Wraz z tym przychodzi pojecie, że człowiek może manipulować Bogiem.

    Pierwsza wewnętrzna łaska, która jest wynikiem szczerej wiary, to posłuszeństwo. Wiara prowadzi do posłuszeństwa Chrystusowi, a nie do obsesji na temat mocy. Dawid Wilkerson ostrzega, że „Chrystus jest obcy wśród nas, jeżeli chcemy bardziej Jego mocy, niż Jego czystości”. Zadajmy sobie pytanie, czy tak jest z nami? Czy tak jest z ludźmi, którym usługujemy? Jeżeli tak, to idziemy w złym kierunku. Wiara jest korzeniem posłuszeństwa.

    „Szkoła Chrystusa”
    strona 230 i 231

    Wiara, to nie tylko rzeczownik. Jest to czasownik wymagający działania. Z powodu niezrozumienia tego tworzymy ludzi, którzy wierzą, ale nie działają. Kościół jest pełny takich ludzi. Powiedziałem wam w tych lekcjach, że kościół zielonoświątkowy [chrześcijański] jest pełny ludzi, których Biblia nazywa kąkolem. Siadają, wierzą, ale nigdy nie działają. Tragedia polega na tym, że oni myślą, iż mają wiarę, a jeżeli można być zbawionym tylko przez wiarę, oni są oszukiwani działaniami, które nie zbawiają. Kościół jest pełny takich ludzi. Inną tragedią jest to, że z wiary zrobili produkt. Zachowaj wiarę bracie. Wrzuciliśmy szuflę surowca zwanego tradycją na wózek bagażu mentalnego, odprawili to od siebie i dziękujemy Bogu, że zachowaliśmy prawdziwą wiarę. Jesteśmy gotowi zestrzelić każdego, który rusza naszą kupkę śmieci, gdyż póki nikt jej nie rusza, nie musimy nad nią pracować. Okradliśmy wiarę z jej znaczenia.

    „Szkoła Chrystusa”
    strona 237

    Jeżeli chcesz aby przyszli grzesznicy, złamani, skruszeni, nawróceni pokaż im niebiański plan. Pokaż im Jezusa. Kiedy zobaczą jego świętość, zobaczą swój własny brak świętości. Pokaż im plan, tak aby się zawstydzili. Prawdziwi ludzie Boży są nienawidzeni przez religijny świat. Dlaczego? Ponieważ głosimy świętość, głosimy prawdziwą sprawiedliwość, głosimy doskonałość w Chrystusie. Bóg mówi, że kiedy składamy wieczorną ofiarę i okazujemy to w naszym ciele, świat pokutuje. Bóg powiedział, „jeżeli im to pokażesz, oni się zawstydzą.”

    „Szkoła Chrystusa”
    strona 786

    Efez. 5:3-4 „a  rozpusta i wszelka nieczystość lub chciwość niech nawet nie będą wymieniane wśród was, jak przystoi świętym,  Także bezwstyd i błazeńska mowa lub nieprzyzwoite żarty, które nie przystoją, lecz raczej dziękczynienie”. Jezus powiedział: „Złe myśli, wszeteczeństwa,...cudzołóstwo, chciwość, złość, podstęp, lubieżność, zawiść, bluźnierstwo, pycha, głupota; wszystko to złe pochodzi z wewnątrz i kala człowieka” (Marka 7:21-23). Według słów Jezusa, głupota tak samo kala człowieka jak wszeteczeństwo.

    Możemy skierować palec przeciwko wszetecznikowi, osobie niemoralnej, a śmiać się z głupich żartów. Jezus umieszcza obydwa w tej samej kategorii. Wielu nigdy by nie zabiło i nie ukradło, jednak poprzez nieprzyzwoite słowa, ujawniają swoje wewnętrzne skalanie. To pochodzi z serca, objawiając, że takim ten ktoś jest. Wielu, którzy są winni grzechu głupiej, niekontrolowanej, bezużytecznej mowy, nazwą tę prawdę fanatyzmem i powstaną, aby bronić swojego ulubionego grzechu. Powiedzą ci, iż błędem jest podchodzić do rzeczy zbyt poważnie, ale ratowanie zgubionych i uwalnianie cierpiących jest poważną sprawą. Kiedy patrzymy wokół, na stan, w jakim znajduje się nasze pokolenie, to nie ma tu miejsca na głupotę.

    „Szkoła Chrystusa”
    strona 741


  • Bóg nie będzie krzyczał do ciebie pomiędzy reklamami
    Jeremiasz, będąc w opłakanej sytuacji, woła do Boga: „Czemu moja boleść trwa bez końca, a moja rana jest nieuleczalna i nie chce się goić?” (Jeremiasza 15:18). Bóg odpowiada na to wołanie w wersecie 19: „Jeżeli zawrócisz, i Ja się zwrócę do ciebie, i będziesz mógł stać przed moim obliczem; a gdy dasz z siebie to, co cenne, bez tego, co pospolite, będziesz moimi ustami” (werset 19). Możemy dosłownie stać się Bożymi ustami. On powołał nas do tego celu. Lecz tak się stanie jedynie wtedy, gdy będziemy gotowi wyciągnąć to, co cenne z tego, co bezwartościowego i rozprawić się z rzeczami, które kłócą się z zasadą uświęcenia. Bóg nie będzie krzyczał do ciebie pomiędzy reklamami. Nie będzie rozmawiał z tobą na pół etatu. Bóg nie będzie cię gonił, by z tobą porozmawiać. Jeśli kiedykolwiek usłyszysz jak mówi, jeśli kiedykolwiek będziesz miał Jego Słowo w swoich ustach, to wtedy, gdy poświęcisz czas na samotną modlitwę do Jezusa.

    Bóg kieruje swoją uwagę na modlących się, skruszonych ludzi. „...Lecz Ja patrzę na tego, który jest pokorny i przygnębiony na duchu i który z drżeniem odnosi się do mojego słowa” (Izajasza 66:2). Brak duchowej mocy w kościele jest wynikiem bałwanów w sercu. Dusimy się rzeczami powierzchownymi i nieistotnymi, które ograbiły nas z naszej komory modlitwy. Nauczyliśmy się jak awansować, a pominęliśmy zdolność do awansu w wierze. Pożyczyliśmy program tego świata. Dlatego też musieliśmy zredukować nasze standardy do standardów świeckich. W wyniku tego napełniliśmy kościół na wpół wyrośniętymi Samarytanami, którzy są przeklęci przez Boga. Nie możemy ciągnąć naszego „ja” do miejsca świętego, ono nie ma tam wstępu.

    [Samarytanie byli odrzuceni przez Boga za mieszane małżeństwa,  za synkretyzm religijny, za swoją własną liturgię i "inne Pisma",  za miejsce kultu poza Jerozolimą oraz za to, że w czasach Nehemiasza utrudnili Żydom odbudowę Jerozolimy i zostali uznani za pogan.Samarytanie żyją obecnie w Izraelu oraz w Autonomii Palestyńskiej i liczą niewiele ponad 700 osób. Grupa wychodzi obecnie z poważnego kryzysu demograficznego, którego pozostałością jest znacznie większa częstość rzadkich chorób genetycznych w ich populacji.]

    Bóg rzekł do Lewitów: „Nie będą (...) dotykać się żadnych moich rzeczy świętych i najświętszych, poniosą swoją hańbę ...” (Ezechiela 44:13). Ich hańbą było to, że zniesławili się w oczach swego ludu. Ludzie wiedzieli, że oni byli oddzieleni do służby, lecz teraz zostali ograniczeni do przedsionka. Ludzie wiedzą, kiedy przebywałeś z Jezusem, wiedzą też kiedy nie spędziłeś czasu sam na sam z Jezusem. Próba wykonywania pracy dla Boga w ciele, bez namaszczenia Ducha Świętego, jest hańbą. „Lecz kapłani lewiccy, synowie Sadoka, którzy pełnili służbę w mojej świątyni, gdy synowie izraelscy odstąpili ode mnie, mogą zbliżać się do mnie, aby mi służyć. Będą stać przede mną, aby mi ofiarować tłuszcz i krew – mówi Wszechmocny Pan. Oni będą wchodzić do mojej świątyni i zbliżać się do mojego stołu, aby mi służyć; i będą pilnować służby dla mnie” (Ezechiela 44:15-16). Ezechiel wyodrębnił pewną część kapłanów spośród rodu kapłańskiego, synów Sadoka. Cały ród kapłański uległ skażeniu, lecz pośród tego skażenia pozostała garstka wiernych.

    Imię „Sadok” oznacza „ten który udowodnił swoją sprawiedliwość”. Synowie Sadoka mogli wchodzić do miejsca świętego i służyć Bogu, podczas gdy Lewici jako całość nie mogli dotykać niczego świętego. Bóg mówi: „Ci byli mi wierni, podczas gdy inni podążyli za swymi bałwanami. Nie mieli żadnych ukrytych grzechów, pożądliwości, mieli czyste ręce i czyste serce”. Synowie Sadoka byli odziani w lniane szaty. Len jest sprawiedliwością świętych (werset 17). Werset 18 mówi: „nie będą opasywać się w materiał wywołujący poty”. Żadnego biegania po przedsionku, zamiatania podłogi, pilnowania bram; zmęczeni, nie mogący złapać oddechu, ciągnący swe bałwany. Ta garstka ubrała się białe lniane szaty. Przebywali w miejscu świętym przez Panem.

    To ta garstka, zarówno wtedy jak i teraz, opuszcza miejsce święte aby służyć w świątyni, uczyć Boży lud różnicy między świętym a pospolitym i pomóc im rozróżnić między czystym a nieczystym. Mówią, że kiedy dotkniesz Boga w miejscu świętym, możesz dotykać się ludzi w przedsionku. „...Jeśli tedy oko twoje jest zdrowe, całe ciało twoje jasne będzie” (Mateusza 6:22). Jedną z najwybitniejszych cech synów Sadoka było to, że ich jedyną posiadłością w życiu był sam Pan.

    O takich Pan powiedział: „Ja jestem ich dziedziczną własnością” (Ezechiela 44:28). Pośród chciwości, zepsucia, odstępstwa i upadku służby Pańskiej, Bóg wzywa synów Sadoka.  Bóg pragnie ludzi, którzy są wierni swemu Panu, ludzi, dla których pokuta jest sposobem na życie. Ludzi oddzielonych od wszystkiego, co jest dotknięte przez świat, posiadających głębokie pragnienie Boga i Jego królestwa. Tacy ludzie przyciągają Bożą uwagę.

    „Szkoła Chrystusa” - cykl Modlitwa, z rozdziału – Przyciąganie Bożej uwagi


  • mam ci za złe, że porzuciłeś pierwszą twoją miłość
    Pewien kaznodzieja z Houston miał romans z trzema lub czterema kobietami ze zboru. Kiedy to odkryto i wezwano go przez radę odpowiedzialną za takie rzeczy, rzekł: „Kiedy to robiłem, wiedziałem, że jest to złe, lecz myślałem, że byłem wyjątkiem”. Pomyślcie o tym! Myślał że jest wyjątkiem.  Miał duży zbór, trzy i pół tysiąca osób. Wierzył, że z tego powodu był tak ważny dla Boga, iż Bóg nie zwróci uwagi jego grzech i obojętność dla pracy Bożej. Próbujemy uczynić Boga zależnym od nas. Uważamy, że Bóg jest od nas tak zależny, iż namaści naszą służbę nawet jeśli nie szukamy Jego chwały. Cokolwiek przeszkadza zasadzie uświęcenia jest bałwanem i sprowadzi cię na manowce. Bez względu na to, co to jest, twoja żona, twoja rodzina, twoja farma, twój biznes. Wszystko. Cokolwiek wkracza między nas a szukanie chwały Bożej jest bałwanem.


    Paweł zdefiniował tę zasadę jednym zdaniem: „...to jedno czynię...”. W życiu Pawła Chrystus nie miał rywali, żadne uboczne sprawy nie absorbowały jego uwagi. Paweł był całkowicie oddany temu, czego częścią się stał. Kiedy troski tego świata i zaabsorbowanie życiem zagrażają zasadzie uświęcenia, stają się bałwanami. Po pierwsze, podkopują naszą duchową intensywność. Bóg pokazuje nam, iż nienawidzi bycia letnim. Powiedział: ponieważ nie jesteś ani zimny ani gorący, lecz letni, wypluję cię z moich ust. Pokazuje to obrzydzenie Boga do bycia letnim. Jednak tak wiele tego widzimy. Kiedy takie rzeczy spotykają nas, kiedy stają się bałwanami i są dla nas ważniejsze niż chwała Boża, kiedy kłócą się z zasadą uświęcenia, podkopują służbę.

    Po drugie, podkopują naszą miłość do Boga. Coś takiego stało się w Efezie. Jest to bardzo ważne, ponieważ będąc sługą Bożym, tylko jedna rzecz może kontrolować twoje życie, a jest nią Bóg i Jego chwała. Jeśli pozwolisz, by cokolwiek umniejszyło twoją miłość do Chrystusa, stanie się to bałwanem i w końcu uniemożliwi twoją pracę. Objawienie 2:1-4: „Do anioła zboru w Efezie napisz: To mówi Ten, który trzyma siedem gwiazd w prawicy swojej, który się przechadza pośród siedmiu złotych świeczników: Znam uczynki twoje i trud, i wytrwałość twoją, i wiem, że nie możesz ścierpieć złych, i że doświadczyłeś tych, którzy podają się za apostołów, a nimi nie są, i stwierdziłeś, że są kłamcami. Masz też wytrwałość i cierpiałeś dla imienia mego, a nie ustałeś. Lecz mam ci za złe, że porzuciłeś pierwszą twoją miłość”.

    Wszystkie te rzeczy są potrzebne, lecz nigdy nie mogą zająć pierwszego miejsca. Tak dzieje się w służbie. Stajemy się wspaniałymi administratorami czegoś, co stworzyliśmy, a Bóg jest na drugim miejscu. Nasze życie modlitewne ustaje. Nasza miłość do Chrystusa zanika. Dzieje się tak wtedy, gdy coś w naszym życiu podkopuje którąś zasadę uświęcenia. To, co czynił kościół w Efezie było godne pochwały, lecz nie to było celem ich istnienia. Nie po to żyli. Żyli dla chwały Bożej. Opuścili swoją pierwszą miłość. Chrystus nie był ich najważniejszym celem życia. Ich celem było zdobywanie dusz, prowadzenie spotkań ewangelizacyjnych, a nie chwała Boża.

    Po trzecie, kiedy coś podważa zasadę uświęcenia, kradnie nasz czas. Takie coś miało miejsce w Efezie. Mąż Boży nie poświęca czasu na modlitwę i Słowo Boże. Poświęca czas na rzeczy, które mogą zostać wykonane przez innych ludzi, lub nie muszą być wcale wykonywane. Po czwarte, oddalają nas od komory modlitwy. Kiedy tak się dzieje, jest już po wszystkim. Modlitwa jest miarą i probierzem łaski. Kiedy człowiek się nie modli, łaska znikła z jego życia. „Czy jakiś naród zmienił swoich bogów, chociaż to nie są bogowie? Wszakże mój lud zamienił swoją chwałę na kogoś, kto nie może pomóc. Przeraźcie się, niebiosa, nad tym, zadrżyjcie i zatrwóżcie się bardzo ...” (Jeremiasza 2:11). „Chodzili za bogami, którzy nie mogą pomóc” (werset 8).

    Głównym problemem kościoła przez całe wieki było to, że Boży lud zajmował się rzeczami, które nie przynoszą żadnego duchowego pożytku – osiąganiem sukcesu, powodzenia i szacunkiem dla samych siebie. To, co odbiera kościołowi pierwszą miłość, stało się czymś bardzo znaczącym. Wszystko zaczyna się od męża Bożego. Czyni sobie bałwana – swoje własne wyobrażenie – Ewangelię. Potem prowadzi owce na tę duchową pustynię. Nic nie wywiera większej presji niż słowa: „Bóg mi powiedział...”. Jednak bez względu na to, jaki sukces osiągnie poselstwo, jeśli nie czyni mnie osobą bardziej świętą, jest doktryną diabła. Jeśli nie inspiruje mnie do szukania świętości Bożej, jeśli nie prowadzi mnie do szukania Bożej chwały, nie ma z niego żadnego pożytku.

    „Szkoła Chrystusa” - cykl Modlitwa, z rozdziału – Przyciąganie Bożej uwagi


  • Kazanie Berta Clendennena "Ostry obłęd"
    Kazanie Berta Clendennena
    "Ostry  obłęd" cz 1 (z polskimi napisami)


     

    Kazanie Berta Clendennena
    "Ostry  obłęd" cz 2 (w jęz. angielskim - czeka na tłumaczenie)
    UWAGA: Poszukuję osób które zechciałyby podjąć się współpracy w tłumaczeniu kazań i artykułów pastora Berta Clendennena.





  • zaledwie od czasu do czasu rzucamy spojrzenie
    Czytamy z Księgi Izajasza 66:2: „Przecież to wszystko moja ręka uczyniła tak, że to wszystko powstało - mówi Pan. Lecz Ja patrzę na tego, który jest pokorny i przygnębiony na duchu i który z drżeniem odnosi się do mojego słowa”. Komora modlitwy jest polem bitwy. Trwa wojna. Komora modlitwy jest miejscem, gdzie ty i ja zmagamy się z Bogiem. Jest to miejsce, gdzie walczymy przeciwko mocom ciemności. I w tej komorze albo wygrywamy bitwę albo przegrywany. Nie jesteśmy grupą prezydentów, jesteśmy żołnierzami Jezusa Chrystusa powołanymi, by wytrwać w przeciwnościach, jak dobrzy żołnierze. Największym problemem który widzę i który chcę przekazać podczas tych lekcji, jest niekonsekwencja. Zbyt łatwo pozwalamy umniejszyć znaczenie tych dziedzin, które prowadzą do doskonałości.

    Czasami spotykamy się z Bogiem, jednak nie żyjemy w Jego obecności. „My wszyscy tedy, z odsłoniętym obliczem, oglądając jak w zwierciadle chwałę Pana, zostajemy przemienieni w ten sam obraz, z chwały w chwałę, jak to sprawia Pan, który jest Duchem” (2 Koryntian 3:18). Stajemy się takimi jak to, co oglądamy. „Oglądać” w tym fragmencie oznacza „wpatrywać się celowo”. Oznacza również „przyglądać się gorliwie, trwale”, oczekiwać, utkwić wzrok. Nie „oglądamy” Jego chwały, zaledwie od czasu do czasu rzucamy spojrzenie – zazwyczaj w niedzielny poranek.

    1Księga Samuela 13:11 zawiera obraz większości z nas. Saul złożył właśnie ofiarę całopalną, gdy Samuel rzekł: „Co uczyniłeś? A Saul odrzekł: Gdy widziałem, że lud pierzchnął ode mnie, a ty nie nadszedłeś w oznaczonym czasie, Filistyńczycy natomiast są zebrani w Michmas, pomyślałem, że Filistyńczycy wkrótce ruszą na mnie do Gilgal, a ja nie zdążyłem pozyskać łaski przed obliczem Pańskim, ośmieliłem się przeto złożyć ofiarę całopalną” (werset 12). Saul nie jest człowiekiem, który szuka chwały Bożej, nie jest mężem modlitwy, „ja nie zdążyłem pozyskać łaski przed obliczem Pańskim” (werset 12). Nie szukałem łaski Bożej. „I zbudował Saul ołtarz Panu. To był jego pierwszy ołtarz zbudowany dla Pana” (1 Samuela 14:35).

    Ten człowiek jest królem Izraela. Prowadził wojny, lecz nigdy nie wybudował Bogu ołtarza. Nie jest człowiekiem modlitwy. W 1 Samuela 13 widzimy jak Saul złożył ofiarę. Dlaczego? Był w kłopocie. Jest to obraz kościoła, realizującego program kryzysowy – nie posiadając ciągłego życia modlitewnego – gdy przychodzą kłopoty, składają „ofiarę Saula”. Jest wiele osób głęboko zaangażowanych w pracę dla Boga, którzy nigdy nie zbudowali Bogu ołtarza. Aby poznać obecność i moc Bożą, musimy żyć w Jego chwale, a nie tylko rzucić na nią okiem w niedzielę. Mówimy o życiu w chwale.

    4 Księga Mojżeszowa 9:17: „Ilekroć obłok wznosił się znad Namiotu, to synowie izraelscy wyruszali za nim, a w miejscu, gdzie obłok się zatrzymał, tam synowie izraelscy stawali obozem”. Kiedy obok ruszał, Izrael musiał ruszać za nim. Czasami obłok zatrzymywał się na dłuższy czas, innym razem tylko na jeden dzień. Na pustyni obłok zatrzymywał się na miesiąc. Lecz w bujnej oazie pozostawał może jeden dzień. Gdy obłok ruszał, mieli wybór – mogli pozostać w oazie lub ruszyć za obłokiem. Oaza przez chwilę wydawała się cudowna, lecz gdyby zostali, upał stałby się nieznośny, gdyż obłok był ich jedynym przykryciem. Zamarzliby w nocy, gdyż razem z obłokiem odszedłby ogień.

    Gdyby zostali, umarliby z głodu, ponieważ manna spadała tylko pod obłokiem. Oaza w życiu naturalnym reprezentuje pokusy diabła, które odwodzą mnie i ciebie od chwały Bożej. Oaza jest często miejscem łatwego życia i wygody. Jeśli jednak skierujesz swe serce na oazę i nie będziesz żył w chwale, zostaniesz bez ochrony, ponieważ nie będzie przykrycia. Twoje serce stanie się zimne, ponieważ nie będzie ognia. Nie będziesz miał zaopatrzenia, gdyż manna nie spadnie. Tak gdzie jest obłok, tam spada manna, płynie woda i płonie ogień.

    Obłok jest naszym przykryciem. Jest to Boża chwała, a w Jego chwale zostaję przemieniony w Jego obraz Duchem Pana. W Księdze Ezechiela 44:9-14 prorok ma wizję świątyni, Kościoła, i dowiaduje się, że pewnym ludziom zabroniono służby tam. „Żaden cudzoziemiec nieobrzezany na sercu i nieobrzezany na ciele (...) nie wejdzie do mojej świątyni”. Nie mamy problemu z identyfikacją cudzoziemców. Są to niezbawieni. A teraz coś szokujacego. „Lecz Lewici, którzy oddalili się ode mnie, błądząc za swoimi bałwanami z dala ode mnie, gdy Izrael odstąpił ode mnie, poniosą karę za swoje winy”. „Nie będą się zbliżać do mnie, aby mi służyć jako kapłani ani dotykać się żadnych moich rzeczy świętych i najświętszych, poniosą swoją hańbę za swoje obrzydliwości, których się dopuścili”. Posłuchajcie tego: „Powierzam im pełnienie wszelkiej służby w przybytku, aby sprawowali służbę i wszystko, co w nim trzeba wykonywać”.

    Wiecie, iż Lewici zostali przeznaczeni do służby. „...jego bowiem wybrał Pan, Bóg twój, ze wszystkich twoich plemion, aby po wszystkie dni stał na służbie w imię Pana, on i jego synowie” (5 Mojżeszowa 18:5). Teraz jednak zabrania się im. Ich służba ograniczona jest do przedsionka. Ci, którzy byli wybrani i oddzieleni do służby zostali zredukowani do roli odźwiernych świątyni. Dlaczego? Ponieważ „oddalili się ode mnie, błądząc za swoimi bałwanami” (Ezechiela 44:10).

    Jest to obraz dużej części dzisiejszej służby w kościele – oddzielonych do służby, lecz żyjących z dala od miejsca świętego społeczności z Bogiem. Pastorzy pilnują stołów, biegają tam i z powrotem po przedsionkach, pilnują bram, czyszczą świątynię. Są religijnymi wykonawcami, szafarzami owoców przeszłości. Tak jak Lewici, oddaliliśmy się od Boga, błądząc za naszymi bałwanami. Nasze bałwany nie są z drzewa i kamienia, są to bałwany postrzegania i pewności siebie. Postrzegamy siebie jako ważniejszych niż w rzeczywistości.

    „Szkoła Chrystusa” - cykl Modlitwa, z rozdziału – Przyciąganie Bożej uwagi


Loading